Dziewiąty list do parafian
niedziela, 27-11-2022 | dodał: Ks. Piotr Malinowski
Na każdym poziomie życia wspólnoty Kościoła trzeba wytrwałego odkrywania źródła nadziei przede wszystkim w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i w Jego obietnicy przekazanej uczniom: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20)
Swarożyn 27.11.2022 r.
Pozwolić Bogu, we wspólnocie Kościoła, mówić do człowieka!
„Dzisiaj tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej duszy, swego serca. Tak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Tak często opanowuje go zwątpienie, które przechodzi w rozpacz. Pozwólcie zatem - proszę was, błagam was z pokorą i ufnością - pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On ma słowa życia, tak, życia wiecznego.” (Jan Paweł II - 22.10.1978)
Potrzeba pokory w życiu
Drodzy Parafianie, człowiek nie jest i nie może być „partnerem” Boga. Chrystus nieraz podkreślał konieczność pokory w życiu i w modlitwie. Zbawiciel miał zawsze słowa przebaczenia dla pokornych: Magdaleny i Zacheusza, Samarytanki i pokornego łotra na krzyżu, natomiast pod adresem faryzeuszów wypowiedział ośmiokrotne „biada”. Sam był wzorem pokory i łagodności.
Współczesny człowiek nie lubi i nie umie się modlić, bo nie potrafi być pokorny. Odchodzimy nieraz po modlitwie nie wysłuchani, bo nasza postawa niewiele się różni od postawy faryzeusza. Nie prosimy, ale żądamy; nie dziękujemy, ale żebrzemy; nie zdajemy się na wolę Ojca, ale na własną; nie prosimy o łaski dla duszy, ale o korzyści dla ciała; wołamy nie o zbawienie, ale o pieniądze; uważamy się też często za lepszych od tych, co nie są tacy „jak my”. Bóg patrzy na nasze serce i autentyczność naszej skruchy. Widzi nas w prawdzie i tej prawdy domaga się, gdy czynimy rachunek sumienia. Rozgrzeszenie możemy otrzymać tylko dzięki Jego miłosierdziu.
Pełne siły przekazu są słowa Księgi Syracydesa o modlitwie ubogiego człowieka, która przebija niebiosa. Pan jest Sędzią, który nie ma względu na osoby. U Boga wszyscy są równi. U Niego wielki tego świata, uczony, władca, obfitujący w dobra ziemskie, jest tak samo ważny, jak prosty człowiek: ubogi, mało zasobny i bezrobotny. Biedni często się skarżą na swój los i proszą Boga o pomoc. Bóg z uwagą wsłuchuje się w ich prośby. Bóg nigdy nie lekceważy głosów sierot i wdów, gdy się przed Nim skarżą na swój los, a także na niesprawiedliwość, z jaką się spotykają. Ubodzy są przyjaciółmi Boga. Właśnie ich Bóg przybliża do siebie i liczy się z nimi. Kto służy Bogu, z upodobaniem będzie przyjęty, a błaganie jego dosięgnie obłoków. Wielka jest zatem modlitwa ubogiego, sieroty i wdowy, i przenika obłoki, ale także wielka jest modlitwa każdego człowieka, który potrafi uznać swoje ubóstwo duchowe, swoją małość i grzeszność przed Bogiem i woła do Niego o litość i przebaczenie. Kościół cieszy się dwoma wielkimi dobrami: jednym jest Ciało i Krew Pana Jezusa w Eucharystii, a drugim są ubodzy. Bóg wysłuchuje modlitwy ubogich w duchu, czyli pokornych. Pokora w języku łacińskim znaczy „humilitas”, od słowa „humus”, co znaczy ziemia. Modlitwą prostych i pokornych Bóg się zwyczajnie zachwyca.
Kochani Bracia i Siostry! Pokora – słowo niemodne w dzisiejszym niepokornym świecie. Odebrała mu sławę pycha (fałszywa pokora), która leży głęboko zakorzeniona w sercu każdego człowieka i dość łatwo wylewa się na nasze myślenie i zachowania. Trzeba dlatego pilnie czuwać nad światem wewnętrznym i niszczyć w sobie przejawy postawy wynoszenia się nad innych. Kto potępia innych, potępia w końcu samego siebie. Miłość i pokora są najbardziej chrześcijańskimi postawami. Modlitwa celnika była wysłuchana dzięki postawie pokory, którą on przyjął. Nie ja, nie moje dobre czyny, bo moje ręce są puste, a moje serce jest grzeszne, zdaje się mówić celnik znakiem bicia się w piersi. Trudna jest pokora, bo instynkt znaczenia, bycia ważnym, odnoszenia wszystkiego do siebie, a przy tym górowania nad innymi, jest u człowieka mocny. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. Trzeba się bać poniżenia przez Boga z powodu pychy, a dążyć do pokory, która wywyższa w oczach Bożych i prowadzi do ostatecznej chwały. Gdy nasze „ja” - „ego”, a nawet „superego” próbuje się panoszyć, trzeba stanąć w prawdzie i zobaczyć, że wszystko mamy od Boga i za to winniśmy Mu dziękować.
Współcześnie człowiek pokorny jest postrzegany jako ustępliwy, przegrany, jako ktoś, ko nie ma światu nic do powiedzenia. A przecież pokora jest wielką cnotą człowieka i pokazuje sposób postępowania samego Boga.
Ojciec Święty Benedykt XVI, podejmując temat walki z pychą, pracy nad pokorą i miłością, w przemówieniu do ludzi młodych skierował przesłanie:
Nie postępujcie drogą pychy, lecz drogą pokory. Idźcie pod prąd: nie ulegajcie perswazji interesownych głosów docierających dziś z wielu stron i propagujących modele życia, które charakteryzuje arogancja, przemoc, brutalność i dążenie do sukcesu za wszelką cenę, do zwrócenia na siebie uwagi i do posiadania ze cenę bycia. Droga pokory – kontynuuje papież senior – nie jest bowiem drogą rezygnacji, lecz odwagi. Nie jest wynikiem porażki, lecz rezultatem zwycięstwa miłości nad egoizmem i łaski nad grzechem. Chodzi o to, by stawać po stronie Michałowego: Któż jak Bóg!, a nie Lucyferowego: Nie będę służył! Któż jak ja!
Gdy ludzkość wybiera pychę szatana, my idźmy drogą pokory Jezusa, wpatrzeni w przykład Maryi i wielu świętych. Naśladujmy pokornych.
„Wierzę w Kościół Chrystusowy”
(por. Bp Andrzej Czaja - Zeszyt teologiczno - pastoralny, ss.5-9; wyd. KEP 2022)
„Wierzę w Kościół Chrystusowy” to hasło na nowy rok liturgiczny 2022/2023. Hasło wyrasta z analizy aktualnej sytuacji Kościoła i dość powszechnego uznawania jej, nie tylko pośród duchownych, za wyjątkowo trudną. By nie ulec frustracji, czy wręcz rezygnacji z podjęcia dzieła odnowy i szukania dróg ku temu wiodących, uznano za pierwszorzędne zadanie na dziś i jutro Kościoła w Polsce obudzenie i umocnienie wiary w Kościół, bo zaczynamy wątpić w to dzieło Boga na ziemi, ustanowione dla nas, grzesznych, z myślą o naszym zabawieniu.
Dlaczego takie zadanie ?
- istnieje pilna potrzeba wyrazistego świadectwa wiary w Kościół - rozwija się niedowiarstwo względem Kościoła, nie wierzy się mu i ciągle wzrasta poziom ignorancji w zakresie podstawowej wiedzy o nim;
- płytkie widzenie istoty Kościoła, nawet w gronie duchownych;
- coraz większe nastawienie na Kościół i jego funkcjonowanie w świecie, co domaga się pozytywnej obrony, a nade wszystko rozwijania we wspólnocie Kościoła rzetelnego przekazu prawdy o nim, odsłaniania jego misteryjnego charakteru, zgłębiania jego znaczenia i wartości, przypominania podstawowych treści, zwłaszcza o jego złożonej naturze i zbawczej misji;
- w dobie wielkiego kryzysu wiary w Kościele, także wzrastającego kryzysu jego ducha i misji, potrzeba podjąć z wielkim zaangażowaniem dzieło jego gruntownej odnowy.
Sobór Watykański II mówi o Kościele: otwartym, wspólnotowym i służebnym - trzeba dzisiaj realizując tę wizję budzić w sercu każdego wierzącego świadomość bycia Kościołem. By wdrażać soborową myśl o Kościele jako wspólnocie Ludu Bożego należy dążyć do zmiany mentalności we wspólnocie wiernych (osób duchownych, konsekrowanych i świeckich), bo nie może być między nami podziału na „my” i „wy” czy „my” i „oni”. Jesteśmy jedną rodziną dzieci Bożych, kroczymy razem do Domu Ojca, wspólnie podążając za Jezusem, prowadzeni światłem i mocą Ducha Świętego. Tak rozumiana wspólnotowość oznacza zasadniczy sposób wspólnotowego życia i funkcjonowania Kościoła, który domaga się czynnego udziału, czyli angażowania się wszystkich na tej drodze i otwierania na nią innych - NIE MOGĄ BYĆ NAM OBOJĘTNI:
- ani ci, którzy Pana jeszcze nie znaleźli,
- ani ci, którzy odeszli i nie wrócili.
W całym ty procesie podstawą wszystkiego jest wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii. Aby na tej drodze do Domu Ojca nie zbłądzić pośród zmieniających się uwarunkowań świata, a także by nie zaniedbać misji zbawczej w świecie, POTRZEBA OTWARTOŚCI NA KAŻDEGO CZŁOWIEKA i ROZEZNANIA TEGO, CO DUCH ŚWIĘTY MÓWI DO KOŚCIOŁA.
Podsumowując - zamysł programu duszpasterskiego, który przed nami jest następujący: na nowo zobaczyć, rozważyć i zastosować w swoim życiu to, że pomimo wielu trudnych spraw w dzisiejszym Kościele trzeba nam wierzyć w Kościół i wierzyć Kościołowi. Wiara w Kościół to bowiem konkretyzacja wiary w Boga, który nam się objawił jako Emmanuel (Bóg z nami). Słuszność zaś dawania wiary Kościołowi wynika z faktu, że jego nauczanie oparte jest na autorytecie Boga, na prawdzie przezeń objawionej.
Kościół jako dzieło bosko - ludzkie stanowi tajemnicę, której nie sposób ogarnąć rozumem i dlatego „domaga się wiary”, zaś poprzez podejmowane działania duszpasterskie we wspólnocie parafialnej chcemy pokazać, że Kościół „wart jest wiary” ze względu na obecność i aktywność w nim Boga, ze względu na jego wartość zbawczą i obfitość Bożych darów, z których człowiek może czerpać.
Znaki nadziei dla Kościoła
(por. Ks. Waldemar Musioł - Zeszyt teologiczno - pastoralny, ss.55-64; wyd. KEP 2022)
Od dłuższego czasu nie tylko w przekazie medialnym, ale także w podejmowanej na różnych poziomach i w różnych środowiskach refleksjach o Kościele łatwiej niż znaki nadziei i kreujący jego przyszłość entuzjazm można znaleźć i zdefiniować to, co jest jego zagubieniem w kontekście wielkich i szybkich przemian i przeobrażeń w dzisiejszym świecie, także w kontekście epidemii koronawirusa i zbierania jej pierwszych owoców. Są wśród nich:
- nie do końca zbadany spadek uczestników niedzielnej Eucharystii,
- masowy exodus dzieci i młodzieży z naszych świątyń,
- nasilanie się zjawiska wycofywania się dzieci i młodzieży z katechezy szkolnej, często z pomocą i udziałem Rodziców, któremu towarzyszy (wcale nie pozbawiona troski) bezradność duszpasterzy i katechetów,
- widoczne gołym okiem skutki galopujących przemian kulturowych społecznych dzisiejszego świata, które na fundamencie chorej antropologii, wynoszącej na piedestał człowieka i przeakcentowującej jego geniusz, skutkują obojętnością etyczną, eliminowaniem Boga z przestrzeni publicznej, relatywizmem, indywidualizmem, hedonizmem, negowaniem wartości małżeństwa i rodziny oraz wieloma innymi bolesnymi dla Kościoła owocami;
- kryzysy dotykające wspólnotę Kościoła m.in. 1/ definiowane i analizowane na poziomie akademickiej refleksji socjologicznej i teologicznej; 2/ intuicyjnie wyczuwane i boleśnie przeżywane przez ludzi wierzących w ich codzienności (np. czytelnicy „Więzi”w ankiecie: Gdzie szukać Ducha ? – powielane są tam rozczarowania z pierwszych stron antyklerykalnych gazet i serwisów takie jak: mało transparentne finansowanie Kościoła, nierozwiązanie kwestii pedofilii czy pozorny rozdział Kościoła od państwa, ale nie brakuje też innych, głębszych źródeł rozczarowań, sugerujących, że ci, którzy ich doświadczają, nadal trwają w Kościele, i szukają racji pozostania w nim, mianowicie : utożsamianie pustej obrzędowości z wiarą; klerykalizm budujący niewidzialny mur między świeckimi i duchownymi, charyzmatycy, którzy niespecjalnie interesują się bieżącym kryzysem, czy po prostu zgorszenia); 3/ ograniczanie duszpasterstwa dzieci i młodzieży do szkolnej katechezy; 4/ słaba komunikacja wewnątrz duchowieństwa; 5/ polaryzacja stanowisk wokół papieskiego nauczania aż po lekceważące odnoszenie się do nauczania Magisterium Kościoła.
Jest pewnie jeszcze wiele innych czynników wskazujących na rzekome zagubienie Kościoła - nie oznaczają jednak one jego końca, bowiem w nauczaniu ostatnich papieży, w refleksji tych samych ludzi, którzy odważnie nazywają swoje rozczarowania, wreszcie duszpasterskim doświadczeniu znajdziemy odpowiedź na pytanie: GDZIE BIJĄ ŹRÓDŁA NADZIEI NA PRZYSZŁOŚĆ KOŚCIOŁA?
ZNAK PIERWSZY: „Krew męczenników posiewem chrześcijan”
Pierwszym, trudnym znakiem nadziei, wyrosłym z doświadczenia historii Kościoła, jest narastające prześladowanie go. Prawda wyrażona w słowach Tertuliana: Krew męczenników posiewem chrześcijan, realizująca się przez całe wieki chrześcijaństwa, jest także nadzieją dzisiejszego Kościoła.
- 200 mln chrześcijan w Azji, Afryce, Ameryce Południowej i w Europie, prześladowanych przez wojujący islam, radykalny hinduizm, czy dyktatorskie reżimy komunistyczne (pośród nich historie heroizmu, w wielu wypadkach kończące się oddaniem życia za wiarę) wciąż dla nas chrześcijan są wyrzutem, zaproszeniem do modlitwy, do mówienia o nich, podejmowania odważnych gestów solidarności, zwłaszcza z tymi, którzy uciekając przed prześladowaniami, w Europie szukają schronienia i nowej przestrzeni dla bezpiecznej przyszłości;
- w ostatnim czasie, zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu, geograficzną przestrzenią dyskryminacji chrześcijan staje się świat zachodni. Ma ona często charakter społeczny i prawny. Zmienia się tkanka moralna współczesnych społeczeństw i ofiarami tej zmiany są chrześcijanie, co przejawia się w różnych formach upokarzania, ostracyzmu czy poddawania przemocy werbalnej. W cywilizacji zachodniej towarzyszy temu zmiana prawodawstwa w taki sposób, że staje się ono coraz bardziej represyjne wobec chrześcijan (doświadcza tego Kościół instytucjonalny oraz „ szeregowi chrześcijanie”). To dlatego np. w krajach zachodnich:
- rodzina idąca z dziećmi do kościoła nie budzi już - jak jeszcze niedawno – podziwu, ale podejrzliwość;
- narzeczeni rezygnują z sakramentalnego małżeństwa, gdyż ich wielokulturowe środowisko zawodowe uważa to za „obciach”;
- młodzież nie chce uczyć się w szkole katolickiej, wymusza na rodzicach wypisanie z lekcji religii, aby nie być przez rówieśników nazywanym prześmiewczo „katolem”;
Czy da się - i w jaki sposób - odwrócić ten głęboki i „walcujący” kulturę chrześcijańską w Europie proces sekularyzacji? Trudno powiedzieć. Z pewnością trzeba walczyć z dezinformacją, jednoczyć się obmyślać możliwe skuteczne strategie i działania, ale też nie tracić nadziei, że nasz udział w pojętym szerzej niż w pierwszych wiekach prześladowaniu Kościoła stanie się dzięki Duchowi Świętemu także „ posiewem chrześcijan”.
„Męczeństwo jest atmosferą życia chrześcijanina, wspólnoty chrześcijańskiej. Zawsze pomiędzy nami będą męczennicy ; to jest znakiem, że idziemy drogą Jezusa. I jest wyraz błogosławieństwa Pana, że pośród Ludu Bożego są tacy, którzy dają świadectwo męczeństwa" (Franciszek, Audiencja generalna 11.12.2019)
Oto pierwsze zwiastuny tego błogosławieństwa obecne w Kościele i stanowią dla niego kolejne źródła nadziei. Zanim o nich, nie sposób nie zwrócić uwagi na „ źródło tych źródeł”, które wybiło już dawno, a wskazywał na nie Jan Paweł II (Audiencja generalna,25.11.1998) - to Sobór Watykański II, związane z nim obfite wylanie Ducha Świętego. Słabe tempo powszechnej percepcji jego postanowień, to jedna z przyczyn rozczarowania Kościołem - nie mniej jednak z tego źródła wyłaniają się znaki nadziei: EWANGELIA - WSPÓLNOTA - DIALOG.
ZNAK DRUGI: Tęsknota za Ewangelią
Po pierwsze więc: Ewangelia. A właściwie powrót do niej: 1/ na poziomie refleksji teologicznej, 2/ duszpasterstwa oraz 3/ codziennego życia chrześcijan.
Refleksja teologiczna
Symbolicznym zwrotem w tym procesie wydaje się jednoznaczne uznanie Kościoła w Europie za misyjny przez zgromadzenie plenarne Rady Konferencji Biskupów Europy w 2011 roku:
„Kościół znajduje się w sytuacji przypominającej czasy apostolskie, jest bowiem zanurzony w obcej mu kulturze. Trzeba więc zamienić dotychczasowy ~ Kościół kultury chrześcijańskiej ~ w ~Kościół misyjny ~….. Nie będzie to możliwe bez poczucia odpowiedzialności katolików za głoszenie Ewangelii, bez podkreślania przez nich swej tożsamości oraz bez tworzenia przestrzeni wspólnotowego przeżywania wiary”
Dwa lata później rozpoczyna się pontyfikat Franciszka, a wraz z nim - na poziomie wydawanych dokumentów i okolicznościowych refleksji - zmaganie o Kościół radykalnego powrotu do Ewangelii, o Kościół, który nie jest wpatrzony w siebie nie żyje troską o obronę przywilejów, lecz z wielką gorliwością i umiejętnie służący zbawieniu wszystkich ludzi i dający w świecie mężne świadectwo wiary i miłości. W tym zmaganiu do głosu dochodzi prawda, że poważne myślenie o przyszłości Kościoła nie może oznaczać ciągłego restaurowania ładu z przeszłości, lecz odnoszenie się do Ewangelii ze świadomością, że ona jest najpewniejszym oparciem i światłem. Kościół jest nam dany od Boga, i wciąż wskazuje na ścisłą osobową więź człowieka z Bogiem, bez której nie ma wspólnoty Kościoła.
Duszpasterstwo
Owocem tej refleksji są też pozytywne zmiany na poziomie praktyki duszpasterskiej. Coraz wyraźniej dochodzi do głosu przeświadczenie, że nie można inwestować tylko w mury. Doświadczenie Kościoła na Zachodzie uczy, że wyzłoconych świątyń nie da się utrzymać bez wspólnot wiary wokół nich i w nich (doświadczenie epidemii - celebrowanie Triduum Paschalnego 2020 r. bez wiernych; rola świata wirtualnego - dzięki Internetowi wielu mogło uczestniczyć w taki sposób w Eucharystii; wielki potencjał tkwiący w laikacie). Ludzie świeccy coraz bardziej odkrywają podmiotowy charakter swego bycia we wspólnocie Kościoła. Coraz częściej wyrażają wolę i gotowość zaangażowania w życie parafii, diecezji (nadzwyczajny Szafarz Eucharystii, zasiadanie w strukturach Rady Duszpasterskiej i Ekonomicznej Parafii, liderzy wspólnot i grup modlitewnych, świeckie instytuty życia konsekrowanego, diakonat stały, dziewice i wdowy konsekrowane).
Codzienne życie chrześcijan
Czasem obok wytyczonych duszpastersko ścieżek wierni świeccy zdają się rozumieć, że Ewangelia jest nie po to, aby ją czytać, by ją tylko analizować, duchowo rozważać, ale aby żyć tak, jak w niej napisano. Wielu na nowo uwierzyło, że takie życie jest możliwe (poszukiwanie nowych form duchowości i osobistego kontaktu z Bogiem na Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu, poprzez medytacje, katechezy, odkrywanie na nowo liturgii, a więc różne sposoby ewangelicznego bycia przy Jezusie); idą na ulice miast, do ludzi, także tych, którzy są pozbawieni domu i bliskich, pogrążeni w nałogach, doświadczają samotności i społecznego wykluczenia. Nie idą tam z kapłanem, by sprawował Eucharystię, nie głoszą tam Słowa Bożego, nie niosą czasopism katolickich, ale gotują dla nich zupę, przygotowują kanapki, a czasem im tylko towarzyszą, ofiarując swój czas, talent, a nie raz pieniądze. Co więcej, za nimi idą inni (młodzi, wolontariusze, darczyńcy), a nawet jeśli nie idą to stawiają pytanie czasów apostolskich: „Skąd oni to mają w sobie?”; oni już nie chcą słuchać tylko Ewangelii, ale pragną ją zobaczyć i przeżywać w swojej codzienności. Takie doświadczenie, uprzednio pozbawione motywacji z wiary, prowadzi dopiero do spotkania Chrystusa i budowania z Nim nowej bliskości.
To odświeżające podejście do Ewangelii i ewangelicznego sposobu urzeczywistniania się Kościoła w świecie - w refleksji teologicznej, w praktyce duszpasterskiej i w codzienności wielu ludzi wierzących i poszukujących – stanowi znak nadziei widoczny nie od dziś w Kościele.
ZNAK TRZECI: Wspólnota
Obok niego i w ścisłym związku z nim znakiem nadziei dla Kościelnego „ jutra ” jest rozwój ruchów, grup, wspólnot i stowarzyszeń, które podejmują wspólną modlitwę, stałą formację oraz wysiłek na rzecz zintegrowania wiary z życiem.
Wiele wspólnot - w poszukiwaniu ideału ewangelicznego nie rozpoczynają swej działalności „ na kolanach ”, ale od spotkania, które prowadzi najpierw do konkretnych dzieł i zaangażowania na rzecz drugiego człowieka, a dopiero w konsekwencji do odkrycia obecności Boga i dostrzeżenia wartości Kościoła. Taki profil wspólnoty wydaje się atrakcyjny zwłaszcza dla ludzi młodych (wizyty w hospicjach; Domach Pomocy Społecznej; akcje charytatywne dla chorych kolegów, koleżanek; sprzątanie grobów na cmentarzach - takie doświadczenie, przy często słabej motywacji religijnej, otwierają ich na siebie nawzajem, na spotkanie i dialog, także o „Bożych sprawach”).
W czym tkwi wartość wspólnot? One wiele wnoszą w życie Kościoła, są miejscem odkrywania osobistych powołań apostolskich, a często poprzez organizację rekolekcji, seminariów, spotkań, łączenie tradycyjnych i nowych metod animowania wiary - nadają Kościołowi nowy dynamizm ewangeliczny. We wspólnocie - nadzieja na przyszłość Kościoła.
We wspólnocie tkwi kilka czynników:
- wspólnotę tworzą duchowni i świeccy, więc łatwiej w niej, niż na ambonie, w kancelarii, w szkole, a nawet w konfesjonale o budowanie wzajemnego zaufania i pokonywanie klerykalizmu;
- w świecie, w którym rządzą wzajemne uprzedzenia, dystans i anonimowość wspólnota daje poczucie bliskości;
- we wspólnocie łatwiej podjąć konkretne zaangażowanie i pracę dla innych, rozpoznać prawdziwość potrzeb drugiego i przyjść mu z pomocą;
- wspólnota stwarza szansę spotkania ze świadectwem wiary, jakie dają inni i jednocześnie odkrycia, że moje duchowe doświadczenia i zmagania mogą być inspirujące dla innych;
- wspólnota jest przestrzenią kreatywności, odczytywania kolejnych potrzeb, możliwości korekty kierunku czy zmiany planów, kiedy przychodzi taka potrzeba;
ZNAK CZWARTY: Dialog
Nadziei dla Kościoła należy upatrywać także w trwającym w nim nieustannie dialogu na różnych poziomach:
- dialog ekumeniczny (wspólne dokumenty, deklaracje, współużytkowanie świątyń lub ich użyczanie, działalność charytatywna);
-
dialog prowadzony na różnych poziomach wewnątrz wspólnoty Kościoła (przestrzenią dla niego są: organizowane wykłady uniwersyteckie; media - jako platforma nie tylko dialogu, ale też konkretnych form duszpasterstwa parafialnego i ponadparafialnego, i choć ten wirtualny dialog przyczynił się do oddalenia niektórych wiernych od udziału w życiu Kościoła czy też polaryzacji poglądów w takich kwestiach jak przyjmowanie Komunii na rękę czy stosunek do prywatnych objawień, to dopóki trwa, świadczy o żywotności Kościoła; sympozja; panele dyskusyjne);
-
dialog na poziomie wspólnot: 1/ Parafii (Rady Parafialne: Ekonomiczne i Duszpasterskie) - jako sposób współpracy między duchownymi i świeckimi - nawet wtedy, gdy toczy się spór, budzi w wiernych świeckich świadomość przynależności do Kościoła i podejmowania odpowiedzialności za niego;
-
w nauczaniu Franciszka - budowanie przez dialog „ kultury spotkania ”.
Na każdym poziomie życia wspólnoty Kościoła trzeba wytrwałego odkrywania źródła nadziei przede wszystkim w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i w Jego obietnicy przekazanej uczniom: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Dlaczego wierzę w Kościół? (Ks. Michał Lubowicki)
- Wierzę w Kościół, bo wierzę w Syna Bożego Jezusa Chrystusa i w Ducha Świętego, którego obiecał uczniom, jako „gwaranta” i sprawcę swojej obecności wśród nas „po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
- Wierzę w Kościół, bo wierzę, że Syn Boży naprawdę stał się człowiekiem - chciał mieć i ma ciało. Taki jest jego sposób działania i bycia z nami i dla nas. I nie wygląda na to, by coś się zmieniło w tym Jego sposobie postępowania. Bóg chce mieć ciało, aby być w nim wśród ludzi i dla ludzi. Po wniebowstąpieniu także – tym Jego Ciałem jest właśnie Kościół składający się z do bólu konkretnych, dotykalnych ludzi, z którymi Pan się utożsamia: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście” (Mt 25,40). A Szaweł usłyszał: „Dlaczego mnie prześladujesz” (Dz 9,4), choć przecież samego Jezusa nie tknął palcem.
- Wierzę w Kościół, bo Kościół jest wspólnotą. A Bóg od samego początku - od Adama i Ewy - zbawia człowieka we wspólnocie, a nie pojedynczo. „Gdyby chciał samotnego śpiewu, poprzestałby na Adamie”.
- Wierzę w Kościół, bo Jezus chciał Kościoła. Bo powołał Dwunastu - tych, których sam chciał. W Pierwszym Przymierzu było dwanaście pokoleń Narodu Wybranego, a On stworzył - Nowy Lud Boży. Powołał nas nie jako samotników, ale jako Lud. I pragnął, abyśmy byli jednością (to ostatnia, najgorętsza modlitwa, jaką zanosił do Ojca tuż przed męką - J 17,11). Kiedy zabrakło Judasza, Apostołowie od razu (jeszcze przed Zesłaniem Ducha) wiedzieli, że muszą uzupełnić swoje grono - bo Dwunastu to nie tylko okrągła liczba, ale pragnienie samego Jezusa (Dz 2,15-25).
- Wierzę w Kościół, który jest wspólnotą, bo tylko we wspólnocie mogę wierzyć. Sam mogę mieć poglądy, światopogląd - nawet bardzo słuszne. Ale wiarę mogę mieć tylko we wspólnocie, bo wiara jest czymś, co się otrzymuje od innych. Dlatego Paweł, zaraz po spotkaniu Jezusa pod Damaszkiem, zostaje przez Niego odesłany do wspólnoty - idź do miasta, tam powiedzą ci, co masz czynić. Wierzę w Kościół, bo nie wierzyłbym w Boga, gdyby ktoś mi o nim nie powiedział, nie pokazał, że można mieć z Nim relację. Nie umiałbym się modlić i kontaktować z Bogiem, gdyby ktoś nie uklęknął ze mną kiedyś w kościele i nie pokazał mi tabernakulum. Dlatego Paweł przypomina biskupowi (!) Tymoteuszowi wiarę jego babki Lois i matki Eunice - od nich nauczył się wierzyć sam Tymoteusz (2Tm 1,5).
- Wierzę w Kościół, bo tylko w tej wspólnocie mogę rzeczywiście spotkać Zmartwychwstałego Pana, o czym zgodnie świadczą wszystkie Ewangelie o zmartwychwstaniu. Każde - najbardziej nawet osobiste spotkanie z Żywym Jezusem (jak to Marii Magdaleny - J 20,17) kończy się odesłaniem do wspólnoty uczniów: Idź, powiedz moim braciom! Tomasz musi przyjść do wieczernika, by móc dotknąć Jezusa (J 20,24-29).
- Wierzę w Kościół, bo nawet dogłębne przestudiowanie Biblii i Katechizmu jest w stanie dać mi jedynie gruntowną wiedzę o Bogu. A ja nie chcę jedynie wiedzy - chcę wiary, a „wiara rodzi się z tego co się słyszy” (Rz 10,17) od tych, którzy usłyszeli wcześniej.
- Wierzę w Kościół, bo bez niego nie miałbym w ogóle w co wierzyć. Co najwyżej miałbym jakąś mniej lub bardziej sensowną opinię na temat tego, kim wydaje się być Bóg i kim był Jezus Chrystus. A ja chcę wiedzieć kim On j e s t. Tego mogę dowiedzieć się tylko od tych, którzy dowiedzieli się od tych, co byli przed nimi, a którzy dowiedzieli się tego od tych, którzy „z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu” (Dz 10,39-41).
Osiem powodów, dla których wierzę w Kościół. Taka jest moja wiara, której wyznawanie jest moją chlubą i radością w Jezusie. Moją? Naszą!
Wasz Ksiądz Proboszcz - dr Piotr Malinowski











