Wydarzeniem ostatnich dni na Kociewiu był występ zespołu wokalnego Soul Sanok z koncertami kolęd. Było i będzie jeszcze do Matki Bożej Gromnicznej (2 lutego) wiele koncertów kolęd, ale Soul (to słowo oznacza nie tylko rodzaj muzyki, ale i duszę…) zachwycił! Jedenaście dziewcząt – licealistek i studentek – udowodniło, że polskie kolędy to nie tylko folklor. To wielkie wzruszenie i doświadczenie duchowe. Dopełniają je kolorowe, w stylu staropolskim, suknie i piękne twarze dziewcząt, które demonstrują, jaką radość sprawia im śpiewanie, zwłaszcza kolęd.
Ksiądz biskup Arkadiusz Okroj, do niedawna biskup pomocniczy pelpliński (odchorowaliśmy jego odejście…), obecnie ordynariusz toruński, zwrócił uwagę po koncercie w kościele św. Andrzeja Boboli w Swarożynie, że nasze kolędy to jest wielki skarb, którego nie posiadają inne narody. Rzeczywiście, w popularnych amerykańskich filmach, komediach romantycznych, które tak lubimy oglądać, pojawia się często motyw Bożego Narodzenia, ale repertuar kolęd kończy się zwykle na „dzwoneczkach” i austriackiej „Cichej nocy”… Soul Sanok, pod kierownictwem dr Moniki Brewczak (doktorat z dyrygentury, kompozytorka i znakomita wokalistka), prowadzącej zespół od 29 lat (!), zaśpiewał najpierw polskie kolędy z XVI wieku, potem przypomniał nam, że „W żłobie leży” to utwór z XVII wieku! A to oznacza, że wzruszał przy stole wigilijnym nie tylko naszych pradziadków i prababcie, ale także ich pradziadków i prababcie! Oczywiście, nie zabrakło w koncercie królowej polskich kolęd „Bóg się rodzi” Franciszka Karpińskiego (tego, który napisał „Kiedy ranne wstają zorze” i „Wszystkie nasze dzienne sprawy”). Zachowało się ponad 500 [!] kolęd i pastorałek polskich – od XV wieku (jeszcze po łacinie), do czasów współczesnych. Miały szczególne znaczenie w XIX wieku, w czasach narodowej niewoli, bo broniły polskości tak samo jak wielka poezja romantyczna naszych wieszczów narodowych. Właśnie w XIX wieku zbierano je i drukowano, by czas ich nie zatracił. Szczególne znaczenie miał wydany w 1843 zbiór „Pastorałki i kolędy z melodiami czyli piosnki wesołe ludu w czasie świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane”, opracowany przez księdza Michała Mioduszewskiego.
Czy to normalne? Przyjechałyśmy z Podkarpacia, żeby nad morzem zobaczyć prawdziwą zimę…
W naszych czasach kolędy wykonywane są przez różne zespoły – profesjonalne i amatorskie – w okresie Bożego Narodzenia. Nie tylko w kościołach, także w szkołach (o ile pani „ministra” ich wkrótce nie zabroni w ramach „reformy edukacji”…), w naszych domach, zwłaszcza podczas Wigilii BN (dbajmy o to!), w czasie spotkań rodzinnych i „opłatkowych”. Ciągle jeszcze żywa jest tradycja kolędowania po domach. Nie pozwólmy jej zaniknąć!
Trzy koncerty Soul Sanok – w katedrze pelplińskiej, w świątyni swarożyńskiej i w kościele św. Wojciecha w Starogardzie odbyły się przy komplecie słuchaczy! Animatorami i opiekunami zespołu byli nasi wspaniali księża: proboszcz swarożyński ks. Piotr Malinowski, dziekan starogardzki ks. Janusz Lipski i ks. Krystian Feddek – dyrektor Muzeum Diecezjalnego i Kociewskiego Centrum Kultury w Pelplinie. Dziękujemy!
Nasze gwiazdki – nie gwiazdy…
Dziewczęta z Soul Sanok mogą uchodzić za gwiazdy, zważywszy na wysoki poziom wokalny, na liczne występy, także zagraniczne. Okazało się jednak po bliższym poznaniu, że nie są gwiazdami, raczej naszymi ciepłymi gwiazdkami, przynoszącymi nam wzruszenie i piękną refleksję o znaczeniu Bożego Narodzenia. Wybraliśmy się z nimi na sopockie molo, gdzie nigdy jeszcze nie były, a bardzo chciały je zobaczyć. Przy okazji pokłoniły się pomnikowi Misia Wojtka na Monciaku. Zawieja śnieżna na molo (3 stycznia) to było ekstremalne doświadczenie! Ale potem była wizyta w tczewskim Atelier Quantum, u Jarosława Kukowskiego, zaliczanego do czołówki polskich malarzy współczesnych, i jego wspaniałego ojca, animatora Orszaku Trzech Króli w Tczewie – wielkiego mistrza konfederacji Orderu św. Stanisława – Stefana Kukowskiego. Kolędy w niewielkim atelier wybrzmiały potężnie! Było jeszcze spotkanie z poetką Barbarą Lipińską-Postawą, zaliczaną do czołówki polskich poetów współczesnych, autorką m.in. znanego wiersza o Danucie Siedzikownie „Ince”, bo dziewczęta z Soul Sanok, w wieku zbliżonym do ”Inki” w chwili jej śmierci, uważają tę bohaterkę za duchową siostrę. Już dziś myślą o tym, jak uczczą 80 rocznicę jej śmierci (28 sierpnia tego roku).
Kiedy obserwowałem zespół przez kilka dni, doszedłem do wniosku, że to piękne przedsięwzięcie opiera się na mistrzyni. Monika Brewczak jest dla tych dziewcząt nie tylko nauczycielką i wychowawczynią, ale i mistrzynią. „Ucząc innych, uczymy się sami”, powtarzali pedagodzy z Wyższej szkoły Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, których poznałem w latach 80. Pedagogika specjalna to nie tylko praca z uczniami, którzy mają problemy, ale także z uczniami zdolnymi. To doskonale rozumie Monika Brewczak. Czy „nowa edukacja” pani „ministry” da szanse takiej pedagogice i takim nauczycielom mistrzom? Raczej nie, bo mistrz jest kreatorem, a wszelkie „edukacje zdrowotne”, podyktowane ideologią, są wrogiem kreatywności. Szanujmy nauczycieli, którzy nie kończą pracy po dzwonku i nie paplają „po europejsku”, co im każą paplać, tylko mówią do ucznia z sercem.
Zobacz także zdjęcia z koncertu, który odbył się w naszej parafii
Piotr Szubarczyk - od prawie pół wieku w Starogardzie. Pracował przez 18 lat w IPN Gdańsk, potem w NIK w Warszawie. Autor książek (m.in. „Czerwona apokalipsa. Sowiecka agresja na Polskę i jej konsekwencje”, Kraków 2014) oraz kilkuset artykułów o historii Polski i Pomorza. Współpracuje z radiem i TV (m.in. konsultant spektaklu TVP „Inka 1946”, autor cyklu audycji „Świadkowie historii w Radio Gdańsk”). Radny Rady Powiatu (2018-24), radny Rady Miasta Starogardu (od 2024).











